Początki zawsze są trudne, w każdej dziedzinie. Potrzeba kilku tygodni, żeby coś opanować, i o wiele więcej czasu, aby stać się znawcą. Do sukcesu prowadzi długa i kręta droga, którą poznał każdy kto próbował czegoś nowego. Codziennie uczymy się na własnych błędach dzięki czemu stajemy się coraz lepsi w tym co robimy. Szkoda tylko, że ta mądrość przychodzi dopiero po pewnym czasie...
Gdy zaczynałam trening siłowy z wiedzą z forumków, byłam pewna że już wszystko na ten temat wiem, nawet więcej od osoby, która trenuje dłużej niż ja. Szybko przekonałam się na własnej skórze, że przesadziłam z osądem własnych możliwości i że zamiast pouczać innych, powinnam się skupić na sobie. Teraz, z perspektywy czasu, wiem że byłam zielona jak trawa na wiosnę, a moja wiedza wyssana była z palca. Przez kilka tygodni popełniałam w kółko te same błędy, przez które zmarnowałam wiele czasu, a oto one:
1. Brak stałego planu i kontroli postępów
Jako okrutnie porywcza osoba, lubię robić 100 rzeczy na raz, i nic nie jest w stanie mnie zniechęcić. Zamiast obrania stałego planu, wymyślałam cuda na kiju i na każdym treningu robiłam coś innego. Ćwiczyłam wszystko co tylko przyszło mi na myśl. Nie spisywałam serii i ćwiczeń przez co nie wiedziałam czy robię jakikolwiek progres. Raz były 3 powtórzenia, a potem 12,z dużym gryfem, z łamanym gryfem, i to jeszcze bóg wie z jakim ciężarem (?!). Gdy czułam, że nie zmęczyłam dostatecznie nóg, to na koniec przed samym wyjściem, robiłam kilka dodatkowych serii np przysiadów- na drugi dzień chodziłam jak inwalida.
2. Układanie samemu treningu
Pierwszy trening jaki wykonywałam był przystosowany do warunków domowych. Angażował całe ciało i dawał świetne podstawy. Jednak bardzo szybko uznałam, że skoro już wszystko wiem, to przecież lepiej samemu sobie ułożyć trening (śmiechu warte)! Do workoutu dodawałam ćwiczenia które lubię robić, a inne np na klatkę piersiową wyrzucałam, bo nie rozumiałam, że trzeba rozwijać każdą partię, aby nie nabawić się dysproporcji w sylwetce. Efekt treningowej samowolki? Bolące stawy, brak progresu w obciążeniu i brak wizualnych zmian.
3. Za duży ciężar
Zawsze staram się wykonywać wszystkie ćwiczenia w 100 % poprawnie, ale gdy w grę weszły większe obciążenia to zaczęłam trochę szaleć na siłowni. Skracałam serie i ruchy, skupiałam się tylko na tym, aby podnieść więcej. Taki trening spowodował wzrost siły, ale nie spełnił moich wygórowanych oczekiwań.
4. Przysiady 3 razy w tygodniu
Tak bardzo polubiłam trening nóg, że miałam ochotę robić przysiady nawet 3 razy w tygodniu! Nie twierdzę, że nie powinno się tego robić (CT Fletcher codziennie trenował klatę), ale przy moim stopniu wytrenowania to była przesada, przez co stawy biodrowe zaczęły protestować.
5. Brak rozgrzewki
Tak, wiem nuda nuda nuda i że wszędzie o tym trąbią. Nikt nie lubi rozgrzewki i wszyscy robią ją jak najszybciej się tylko da. Szczerze przyznaję, że nie uwzględnianie jej w swoim planie, za każdym razem powodowało bóle stawów, albo rwanie w plecach. Solidnej rozgrzewki nauczyłam się na zajęciach crossfitu, dzięki czemu już nigdy o niej nie zapominam i staram się wykonywać jak najdokładniej.
6. Brak odpowiedniego posiłku po treningu
Gdy wracamy z siłowni, często jedyną rzeczą na jaką mamy ochotę to leżenie i nic nie robienie, zamiast siedzenia w kuchni. Nie raz zasypiałam chwilę po powrocie do domu i budziłam się z potwornym bólem mięśni. Czułam, że regeneruję się o jakieś 50 % wolniej niż zwykle, aż w końcu nauczyłam się, że posiłek po treningu to podstawa.
Teraz wyciągam wnioski z błędów i za żadne skarby ich nie powtarzam. Stały plan + progres to moja recepta na sukces. A teraz lecę na siłownię robić ostatni raz trening dzielony góra/dół. Od przyszłego tygodnia split!
 |
| Koszula mi pęka : < |