Lepiej późno niż wcale- w końcu się obudziłam i zauważyłam, że coś ze mną nie tak. Pierwszy raz w życiu mam ten problem- jem słodycze odkąd dostałam wakacyjną pracę w sklepie. Na początku było dość skromnie- jeden lód co kilka dni, potem jeden dziennie, a pod koniec były już 2,3. Nie mogłam wytrzymać bez dziennej dawki słodyczy i czułam, że to coś ,,co mi się należy" za ciężkie treningi i noszenie skrzynek z piwami- tak wiem, wytłumaczenie idiotyczne bo przecież:
you can't out-train a bad diet.
Ciężko było się oprzeć bułkom, które pachniały jak cholera, gdy się je piekło, albo pączkom przyjeżdżającym co 2 dni prosto z piekarni. Wykładanie Milki z Oreo było torturą tak jak patrzenie na cały magazyn wypełniony słodyczami. To powoli stawało się chore- moje myśli krążyły cały czas wokół słodkości, a ich jedynym zaspokojeniem była oczywiście konsumpcja. Próbowałam się usprawiedliwiać, że pewnie mi czegoś brakuje i organizm się tego domaga- bzdura, jedynej rzeczy, której mi brakuje to uzależnienia, do którego sama się doprowadziłam. Na szczęście rok akademicki zbliża się wielkimi krokami, więc mówię słodkościom i gotowemu jedzeniu arrivederci, i wyruszam w poszukiwanie pojemniczków na jedzenie.
Żeby nie zaczynać od jutra jak dupa wołowa, pierwszy dzień bez słodyczy już za mną. Nie będę stopniowo zmniejszać ilości słodyczy, bo to bez sensu- od razu zero, koniec i kropka. Dooobrze wiem, że od jednego ciasta, czekolady czy cukierka nic mi się nie stanie, ale w moim przypadku taka jedna przyjemność powoduje niekończący się ciąg- niczym domino.
Wiem, że teraz będzie ciężko, ale muszę dać radę. Ten wpis będzie idealną motywacją a gdy będę czuła że nie mogę się powstrzymać przed zjedzeniem czegoś słodkiego, z pewnością tutaj zajrzę.
Oczywiście nie obędzie się też bez konfliktu wewnętrznego więc, oto kilka rzeczy które warto sobie wtedy przypomnieć.
1) Co mi da ten kawałek czekolady?
Czy jego zjedzenie przyniesie mi jakąkolwiek korzyść? Nie- batonik to dodatkowy wydatek i sekunda przyjemności. Nie ma żadnych wartości odżywczych przynoszących korzyść naszemu organizmowi. Na pewno na jednym kawałku się nie skończy, lecz na całej tabliczce, która sprawi że poczuję się jeszcze gorzej.
2) Czy moje treningi są tego warte?
Czy na prawdę dojeżdżanie na siłownię autobusem i siedzenie tam 1,5 h jest warte jednej tabliczki czekolady? Jak to się dzieje, że mogę podnieść sztangę cięższą ode mnie, a batonikowi nie potrafię się oprzeć?
3) Wizualizacja swojej sylwetki, którą chcemy osiągnąć
To działa cuda, również podczas treningów. Uświadamiam sobie wtedy, że jeszcze trochę drogi przede mną i że każde odstępstwo to dodatkowe utrudnienia na drodze do mety, którą umyślnie od siebie oddalam.
Dzisiaj po raz pierwszy od kilku miesięcy wygrałam z własnymi myślami, właśnie dzięki tym punktom, ale czasami będzie ciężko i co wtedy? Będę sięgać po przekąskę, oto kilka pomysłów, które sprawdzały się u mnie przed cukrowym szałem:
- migdały
- mandarynki
- pomelo
- marchew
- granat
- białko + owoce
Mam nadzieję, że mi się uda. Zaopatrzyłam się już w zdrowe zamienniki słodyczy i zamierzam wytrwać w moim postanowieniu bardzo długo!
Zostawiam was z nowym filmikiem od CT Fletchera KLIK.
Mam nadzieję, że mi się uda. Zaopatrzyłam się już w zdrowe zamienniki słodyczy i zamierzam wytrwać w moim postanowieniu bardzo długo!
Zostawiam was z nowym filmikiem od CT Fletchera KLIK.






































