Początek

Nigdy nie wiem co napisać na początku więc zazwyczaj piszę straszne bzdury.
Ten blog będzie mi służył jako dziennik treningowy. Będę pilnie nadzorować swoje postępy w rzucaniu żelastwem a może nawet ktoś się do tego przekona dzięki mnie.
Musiałam uciekać z Tumblr'a, bo mnie zaczął strasznie irytować ten serwis. Blogger to chyba dobre rozwiązanie (?).
Biegam od około dwóch lat z przerwą półroczną. Jeżdżę na rowerze i ćwiczę siłowo od stycznia. Przez jakiś czas w moim życiu ważny był też crossfit, ale porzuciłam go z powodu braku sił i czasu. Od dwóch tygodni wykonuję trening dzielony- góra/dół, trzy razy w tygodniu. Oto sprawozdanie z dzisiaj:
  • wyciskanie leżąc 10x gryf, 10x 10kg, 8x 10kg, 6x 15kg, 5x 15kg (+gryf)
  • wiosłowanie w opadzie 10x 10kg, 8x 15kg, 8x 15kg, 7x 20kg (+gryf)
  • wyciskanie skos 10x 8kg, 10x 8kg, 10x 10kg, 10x 10kg (na rękę)
  • ściąganie drążka do klatki 12x 25kg, 15x 25kg, 8x 35kg, 8x 35kg, 8x 35kg
  • push press 10x 5kg, 8x 10kg, 8x 10kg, 8x 15kg, 8x 15kg, 3x 20kg, 2x 20kg (+gryf)
  • uginanie sztangi łamanej 10x gryf, 10x gryf, 10x gryf
  • pompki odwrotne 15, 12, 10
W porównaniu z ostatnim treningiem progres minimalny. W sumie nie wiem czemu, ręce były jakieś wiotkie i nie chciały współpracować! Dobrze przynajmniej, że już mnie bark nie boli i dalej mogę robić push press. Do uginania chyba nigdy nie dorzucę ciężaru... Moje bicepsy są tak cholernie słabe pomimo tego, że są stosunkowo duże o czym praktycznie każdy mi mówi. Podczas ściągania drążka zrobiłam za dużo serii, bo mi się pomyliło : P

Od razu po siłowni postanowiłam wyruszyć na wycieczkę rowerową po Wrocławiu. W sumie przejechałam 25 km. OCZYWIŚCIE na ostatnich 5 km MUSIAŁA złapać mnie burza. Strasznie fajnie mi się jechało i na pewno to się jeszcze niedługo powtórzy.

Moja wielka łapa, piękna rana (wywróciłam się na rowerze wczoraj hahah) i brzuch który mógłby wyglądać lepiej gdybym nie jadła lodów na śniadanie : <
Nie wierzę, że wydałam 10 zł na batona..............................
JEZU CHRYSTE JAKIE TO BYŁO DOBRE, owoce morza w chińskiej paście ze szpinakiem z suszonymi pomidorkami
Dowody na to że jestem super (no dobra może żółwim tempem, ale i tak jestem super)

2 komentarze:

Karolina Kołodziej at: 30 lipca 2013 10:18 pisze...

Czyli widze, ze jesteś z Wroclawia- tym lepiej :))))

pensjonarka at: 31 lipca 2013 19:55 pisze...

czadowo :) ja biegam, jeżdżę na rowerze i ćwiczę jogę i właśnie powoli zaczynam moją przygodę z treningiem siłowym, więc będę zaglądać do Ciebie i czerpać inspiracje :)

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.